Od końca.

Zewnętrznie spokojna jestem...a pod tymi rudymi włosami buzuje, 
powstają pytania, które brutalnie zderzają się ze ścianą tak oczywistej odpowiedzi, że aż boli i pozostaje tylko do powiedzenia beznamiętne aha

Albo stoją, jak na jakiejś drodze, która nie wiadomo do kogo należy, 
na przystanku PKSu ze zdartym rozkładem jazdy, 
nie wiedząc czy i kiedy odpowiedź się pojawi...

Znajduję odpowiedzi na pytania, których nigdy bym sobie nie zadała... 
Nieoczekiwanie jak na sztuczny tatuaż polany wodą pojawia się 
odpowiedź niepasująca nigdzie. 
Oglądam swoją rękę i dziwię się, że to moja ręka. 

Obserwuję, jak odpadają ze mnie warstwy, 
które nigdy do mnie nie należały a przywarły jak druga skóra. 
Odnajduję uczucia i emocje, które rozsiadły się wygodnie,
 a nigdy nie były moje... 
Milczę jeszcze częściej, jeszcze rzadziej dzielę się swoim zdaniem. 
Z kalejdoskopu emocji wpadam w próżnię, 
a potem znów jadę rollercoasterem, 
czasem krzycząc a czasem śmiejąc się w głos...
I to wszystko boli.
Jak cholera.

Rak ma delikatną skórę, a mimo to zrzuca swój mocny pancerz, który go chroni. 
Wygląda wtedy, jak w agonii. 
Czasem leży w bezruchu a czasem targa w nim na lewo i na prawo... 
A potem wyskakuje ze starego pancerza, piękny, większy i silny. 
Bo w starym pancerzu już się nie mieścił. 

Rozrosłam się... Wylewam się poza struktury, ramy i ograniczenia... 
Moja energia, witalność i radość nie dają zamknąć się w pudełko od-do... 
Moje potrzeby i oczekiwania też nie.
I już wiem trochę więcej i widzę trochę dalej. 

Przeobrażanie się boli... 
Dojrzewanie i dorastanie też. 

I w tym wszystkim znów znajduję to, 
czego nie szukałam, czego się nie spodziewałam. 
Nie tylko to dobre...

Komentarze